WIEŚ vs MIASTO

 Całe życie marzyłam by mieszkać gdzieś indziej. Życie na wsi liczącej 140 mieszkańców nie jest dla młodej dziewczyny proste. Choć dzieciństwo na wsi jest wspaniałe, problemy zaczęły się już kiedy nadszedł czas na szkołę średnią. Wykluczenie komunikacyjne, brak możliwości aby ktoś z rodziny odwoził i odbierał mnie ze szkoły, znacząco obniżyły moje możliwości wyboru. W rzeczywistości zostało jedno technikum, które oferowało internat, ale ono również mieściło się w małej miejscowości. 

Wtedy obiecałam sobie, że jeśli tylko będę miała taką możliwość, to spróbuję życia w mieście. Studia w Olsztynie to spełnienie moich marzeń, nie tylko o nauce w miejscu, które naprawdę sama wybrałam, ale także doświadczenie wolności. 

Co za wspaniałe uczucie móc wyjść z domu na 5 minut i wrócić ze świeżym pieczywem. Jaka to wolność nie musieć prosić się czy ktoś Cię podwiezie w oddalone miejsce, bo autobusy krążą co chwilę. 

Uwielbiam wyjść czasem sama na spacer, bez muzyki czy innych rozpraszaczy i skupić się na tym jak żyje miasto, jak bardzo różni się od tego co znałam.

Naszły mnie wtedy przemyślenia, że dla różnych osób różne rzeczy będą czymś co ich cieszy. Może to wydawać się oczywiste, ale żadna z moich studenckich koleżanek nie ekscytowała się na widok tramwaju, aż dwóch kin do wyboru czy możliwości kupienia kawy na wynos.


Chciałabym pamiętać o tym, że każdy z nas się różni, kiedy zostanę już nauczycielką. Boję się, że ogrom nowych obowiązków i spojrzeń bardziej doświadczonych nauczycieli sprawi, że stracę w sobie tę energię do indywidualnego podejścia do uczniów. To ważne aby ślepo nie podążać za podstawą programową. Oczywiście - jest to dokument, który obowiązuje w każdym tego słowa znaczeniu, ale czy jest sens aby w taki sam sposób prowadzić zajęcia o zwierzętach gospodarczych dla dzieci ze wsi i miasta? Czy miejskie dzieciaki byłyby zainteresowane tematem jak można poruszać się po mieście, że do wyboru mamy autobusy, tramwaje, metro, taxi? Dla nich to codzienność, w porównaniu z dziećmi z małych wiejskich szkół, które autobusy kojarzą tylko ze starym (często niestety śmierdzącym) autobusem szkolnym, który zbiera dzieci po wszystkich wioskach przez ponad godzinę przed rozpoczęciem zajęć).

Podobnie jest z innymi tematami, po co skazywać dziecko, które już płynnie pisze co nauki literek? Jedynie po to by pracowało w tym samym czasie z grupą, by nauczycielowi było łatwiej?

Bardzo chcę być w przyszłości tym nauczycielem, którego ja potrzebowałam kiedy byłam mała. Takiego, który pokaże nam w sali lekcyjnej, że istnieje świat inny niż ten, który widzimy za oknem. Świat, który na nas czeka. 


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Pierwsze razy

POLSKI JĘZYK MIGOWY

WAGARY